Administracja rośnie jak na drożdżach

wrzesień 2nd, 2010

Administracja rośnie jak na drożdżach Wpisano:2.09.2010 r.

Rząd planuje w ramach pakietu oszczędnościowego zamrożenie płac w sferze budżetowej, ale to nie wystarczy, jeśli nie ograniczy się wzrostu zatrudnienia. W ubiegłym roku przybyło ponad 40 tys. urzędników, z czego ponad 24 tys. w administracji samorządowej i prawie 16 tys. w państwowej.

„Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, które uzasadniałyby tak ogromny wzrost zatrudnienia w administracji”- komentuje dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka  PKPP Lewiatan.

Zatrudnienie w administracji wzrosło w latach 2000-2009 o ponad 113 tys. osób (o prawie 36 proc.), w tym w administracji państwowej o prawie 47 tys. osób, a w administracji samorządowej – o prawie 66 tys. osób. Jedna trzecia tego przyrostu przypada na 2009 rok.

„Nic nie usprawiedliwia tak gwałtownego rozrostu administracji. Samorządy mogą w części wyjaśniać wzrost zatrudnienia zwiększonymi zadaniami związanymi z absorpcją funduszy unijnych, bowiem od 2007 r. mają swoje Regionalne Programy Operacyjne, które wymagają obsługi. Ale nie da się w ten sposób uzasadnić zatrudnienia od 2007 roku  ponad 39 tys. nowych urzędników. Natomiast administracja państwowa nie może wskazywać na konieczność zapewnienia obsługi horyzontalnym Programom Operacyjnym jako przyczynę wzrostu  zatrudnienia o 18,5 tys. pracowników od 2007 r., ponieważ urzędnicy byli już zatrudniani na potrzeby poprzedniego okresu funkcjonowania  programu w latach 2004-2006. Trudno zrozumieć wzrost zatrudnienia w administracji państwowej i samorządowej w samym tylko 2009 r. – o 40,5 tys. (czyli o 10,5 proc. w ciągu jednego roku). W 2009 r. nie przybyło państwu i samorządom zadań, które wyjaśniałyby konieczność wzrostu zatrudnienia” – ocenia  Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Przeciętne wynagrodzenie urzędników było w 2009 roku o ponad 25 proc. wyższe od średniej płacy w gospodarce. Fundusz płac w administracji wzrósł w ubiegłym roku w stosunku do 2008 roku (nominalnie) o ponad 2,5 mld zł, z czego w administracji państwowej o prawie 1 mld zł, a w samorządowej  o ponad 1,5 mld zł. Ogółem fundusz płac był wyższy o 14,4 proc., w tym w administracji państwowej o 11 proc., a samorządowej o prawie 18 proc. niż rok wcześniej.

„Fundusz płac w administracji to 20 mld zł rocznie (prawie 10 mld zł w administracji państwowej i nieco ponad 10 mld w administracji samorządowej w 2009 r.), a sam wzrost funduszu płac w administracji państwowej i samorządowej tylko w 2009 r. to na przykład równowartość prawie 2/3 wydatków państwa na badania i rozwój. Jeśli rząd poważnie myśli o walce z biurokracją i obniżaniu kosztów działalności państwa, to musi zamrozić nie tylko płace, ale także zrestrukturyzować zatrudnienie.  A władze samorządowe muszą radykalnie ograniczyć wzrost zatrudnienia. Polska powinna mieć kompetentnych i dobrze opłacanych urzędników. Ale nie w liczbie 430 tys. (w 2010 r. zapewne już więcej). I nie zwiększając tę liczbę w tempie 10 proc. rocznie” – dodaje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Źródło:Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan/wirtualnemedia.pl

Dowód węgierskiej przyjaźni

sierpień 31st, 2010

Dowód węgierskiej przyjaźni Wpisano:31.08.2010 r.

W węgierskiej miejscowości Tatabánya odsłonięty został pomnik upamiętniający zbrodnię katyńską oraz katastrofę smoleńską. Monument ufundowała lokalna społeczność.

„Katyń 1940 i Smoleńsk 2010 oczami Węgrów, jako symboliczne połączenie polskich losów, patriotyzmu i polskiej ofiary”. Pomnik o takim przesłaniu odsłonięto na Węgrzech w godzinę „W” w 66. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Upamiętnia on dwie masakry Polaków – zbrodnię katyńską oraz katastrofę w Smoleńsku. Monument stanął w miejscowości Tatabánya i został sfinansowany przez mieszkańców miasta. Jak mówią inicjatorzy jego powstania pomnik powstał z potrzeby serca, jako „gest solidarności Węgrów, mieszkańców Tatabányi z Polakami przeżywającymi stratę swojego prezydenta i wielu patriotów”. Przemawiający podczas uroczystości odsłonięcia pomnika samorządowiec Miklós Petrássy powiedział, że Stowarzyszeniu Historycznemu w Tatabánya „nie protokół, nie oficjalny protokół kazał upamiętnić te zdarzenia”. – Nasze stowarzyszenie chciało dać wyraz wyjątkowej wartości polsko-węgierskich więzi historycznych – mówił. Podkreślał podobieństwa wydarzeń z polskiej i węgierskiej historii, takich jak Powstanie Warszawskie i Powstanie Węgierskie z 1956 roku. Wspomniał również, że tak jak Polacy ginęli w Katyniu, bo byli Polakami, tak wielu Węgrów wymordowano tylko z powodu ich narodowości. Podkreślił, że okoliczności śmierci wielu znakomitych Węgrów wciąż nie są do końca znane. – Czy długo jeszcze nie będziemy wiedzieć, co się wydarzyło wiosną tego roku w smoleńskiej przestrzeni powietrznej? – pytał.

Pomnik upamiętniający polskie ofiary Katynia i Smoleńska stanął w bardzo ważnym miejscu dla mieszkańców Tatabányi, przy placu Aradskich Męczenników. Plac upamiętnia przywódców antyhabsburskiego zrywu węgierskiego lat 1848-1849. Po upadku powstania wielu jego przywódców zostało skazanych na śmierć. Żonami dwóch z nich były Polki. Dla upamiętnienia 13 generałów, którzy zostali straceni, na placu postawiono trzynaście drewnianych słupów pamiątkowych. Są one wykonane na wzór starowęgierskich słupów nagrobnych. 1 sierpnia 2010 roku stanął jeszcze jeden słup – upamiętniający śmierć polskich obywateli. – Wyrazem szacunku dla bratniego narodu polskiego jest to, że polski pomnik postawiliśmy obok pomnika najbardziej szanowanych męczenników naszej historii – tłumaczył Petrássy. Jak zaznaczył, węgierska ludność chciała w ten sposób złożyć hołd również polskim legionistom, którzy pod dowództwem generała Bema walczyli w 1848 roku o wolność Węgrów.

Pomnik odsłonięty w 66 lat po rozpoczęciu Powstania Warszawskiego jest również wykonany na kształt węgierskiego słupa nagrobnego. Jego szczyt ma kształt polskiej rogatywki wojskowej, pod nią znajduje się fragment przypominający tabernakulum z krzyżem. Pośrodku słupa znajduje się polskie godło państwowe. Poniżej wyrzeźbiono napis informujący o zbrodni katyńskiej oraz katastrofie smoleńskiej. „Pamięci 22 tysięcy polskich męczenników zamordowanych w 1940 r. w Katyniu oraz ofiar polskiej katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 r.” – głosi napis na pomniku.

Jak mówili uczestnicy uroczystości, pomnik ma być jedną z form pokazania, że Polska ma na Węgrzech wielu przyjaciół, szczególnie w Tatabányi. Od czasów Austro-Wegier w regionie i samym mieście osiedlali się polscy górnicy, a wielu z nich zachowało polskie zwyczaje i język. Dlatego w tym regionie wciąż żyje tak wiele osób przyjaznych Polsce. One po katastrofie smoleńskiej spotykały się spontanicznie pod pomnikiem Jánosa Esterházy’ego w Tatabányi. Dawały wtedy wyraz swojej solidarności z Polakami. Dają go zresztą do dziś, przynosząc codziennie pod polski pomnik świeże kwiaty i zapalając pod nim znicze.

Ambasada nie znalazła czasu

W trakcie uroczystości pomnik został poświęcony przez tytularnego kanonika miasta, ks. László Nagy’ego. Podczas odsłonięcia monumentu obecni byli mieszkańcy Tatabányi, miejscowa Polonia, poczet sztandarowy historycznego polonijnego Legionu im. gen. Józefa Wysockiego, węgierskie wojsko i intelektualiści. Uroczystość rozpoczęła się odegraniem hymnów państwowych Węgier oraz Polski. Przemówienia wygłosili przewodniczący Samorządu Mniejszości Polskiej w Tatabányi József Zabraczki, przedstawiciel miejscowego Stowarzyszenia Ochronnego Miklós Petrássy oraz Imre Molnár z ambasady węgierskiej w Polsce. Ich mowy dotyczyły głównie II wojny światowej, zbrodni katyńskiej oraz przyjaźni polsko-węgierskiej.

Miklós Petrássy swoją przemowę zakończył apelem. – Proszę przyjąć odsłonięty teraz monument z taką miłością, z jaką my uczestniczyliśmy w jego tworzeniu. I proszę obecnych tu polskich gości, aby przekazali innym, że tu, w Tatabánya, żyją przyjaciele narodu polskiego – skwitował. Niestety, apel ten nie dotarł do polskich władz. Na uroczystości, mimo wystosowanych zaproszeń, nie pojawił się nikt z ambasady RP na Węgrzech. Podczas uroczystości odczytany został list, jaki minister Jan Ciechanowski napisał do uczestników uroczystości oraz fundatorów pomnika. Żaden z pracowników polskiej ambasady w Budapeszcie nie znalazł czasu, by wziąć udział w uroczystym odsłonięciu pomnika upamiętniającego śmierć tysięcy Polaków.

„To skandal”

Zdaniem Ryszarda Czarneckiego, takie zachowanie polskiej ambasady to „grzech zaniedbania polskiej dyplomacji”. – Nie jest to wina samych ambasadorów. To konsekwencja tego, co dziś robi polski rząd, aby uczcić pamięć poległych w smoleńskiej katastrofie. Przecież to pan Sikorski chciał dożynać watahy, wypowiadał się o politykach PiS w sposób niebywale agresywny. Oczywistym jest, że przykład idzie od góry, dyplomacja widzi zachowanie ministra. Mimo, że nie kontynuuje on teraz swojej retoryki, to jednak zły przykład pozostał. Myślę, że gdyby w Polsce panowała inna atmosfera wokół katastrofy smoleńskiej, dyplomaci nie zlekceważyliby węgierskiej inicjatywy – mówi Frondzie.pl europoseł Czarnecki.

Budowa pomnika upamiętniającego zbrodnię katyńską oraz katastrofę smoleńską to nie tylko piękny gest solidarności z Polakami, ale również rodzaj promocji polskiej historii. Tym bardziej dziwi brak kogokolwiek z polskich oficjeli na uroczystości odsłonięcia monumentu. – Dyplomacja RP wielokrotnie inspirowała tworzenie pomników czy innych form upamiętniania Polaków w wielu krajach świata. Tymczasem teraz, kiedy inicjatywa wychodzi od samych Węgrów, kiedy wykładają na to swoje własne pieniądze, z polskiej ambasady nie przychodzi nikt, aby powiedzieć im proste “dziękuję”. Jest to absolutny skandal – zaznacza europoseł Ryszard Czarnecki.

Pomnik odsłonięty 1 sierpnia to nie jedyna inicjatywa Węgrów związana z katastrofą smoleńską. 1 października w słowackich Parkanach (po słowacku Szturowo) Węgrzy chcą wmurować tablicę upamiętniającą Andrzeja Przewoźnika. Ma ona powstać obok pomnika Jana III Sobieskiego, którego budowę wspierał aktywnie zmarły tragicznie sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Monument, powstały 1 października 2009 roku, upamiętnia bitwę pod Parkanami z 1683 roku, w której polsko-austriackie wojsko pokonało oddziały tureckie, otwierając drogę Węgrom do wyzwolenia spod tureckiej okupacji.

Oby tym razem, 1 października, pracownicy polskiej ambasady byli mniej zajęci. Może znajdą czas na wzięcie udziału w uroczystości upamiętnienia Andrzeja Przewoźnika.

Autor:Stanisław Żaryn-Fronda.pl

Urzędnicy przeciw imperialistycznym blaszkom w listach

sierpień 29th, 2010

Urzędnicy przeciw imperialistycznym blaszkom w listach Wpisano: 29.08.2010 r.

Profesor Gary Stanley Becker – przedstawiciel tzw. szkoły chicagowskiej – zasłynął m.in. opracowaniem szkieletu nowej dyscypliny naukowej tzw. ekonomicznej teorii przestępstw. Ta nowatorska dziedzina ekonomii operuje na pograniczu polityki, prawa, psychologii oraz… kryminologii. Za „rozszerzenie analizy mikroekonomicznej na szerokie spektrum spraw związanych z ludzkimi zachowaniami i interakcjami” wykładowca Uniwersytetu Chicago otrzymał nawet Nagrodę Banku Szwecji im. Alfreda Nobla (1992). Zdaniem Profesora ludzie postępują tak, jakby kalkulowali. Równocześnie wykazują skłonność do poruszania się po linii najmniejszego oporu. Dlatego też – jak zauważył Stanisław Michalkiewicz – z całą pewnością nie zabraknie chętnych do skorzystania z radosnego przywileju pasożytowania na innych ludziach, gdy prawo oferuje cały system zachęt do takiego postępowania.

Niestety żywotnych przykładów potwierdzających słuszność tezy Profesora Beckera nie brakuje. Tydzień temu informowaliśmy o zapędach Naczelnej Izby Lekarskiej, która zażądała wprowadzenia pensji minimalnej dla lekarzy (więcej tutaj). W ostatnim czasie – za sprawą Dziennika Gazety Prawnej – do mediów przebiły się informacje o wykalkulowanych, pasożytniczych postulatach Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Urzędnicy na prośbę Poczty Polskiej postanowili “ścigać prywatnych operatorów pocztowych za przesyłki z blaszką i tekturką”. Do 2012 roku prywaciarze nie mogą zgodnie z obowiązującym prawem obsługiwać wysyłki listów, których masa nie przekracza 50 gram. Praktyczny monopol na tego typu intratne przesyłki (vide: znaczna część korespondencji firmowej) posiada państwowy moloch. Prywatni operatorzy pocztowi obchodzili przepisy dokładając do kopert tekturki, blaszki a nawet male firmowe kalendarzyki! Równocześnie – pomimo obciążającej list wkładki – oferowali ceny niższe niż uprzywilejowana Poczta Polska. W ten sposób ponad 200 prywatnych operatorów pocztowych – w zaledwie 4 lata! – odebrało monopoliście blisko 6 proc. rynku.

Dokładanie ciężarków UKE uznała za łamanie prawa. – Zarzucano nam, że niewystarczająco reagujemy w takich sytuacjach, więc teraz zaproponowaliśmy zmiany, które pozwolą nam kontrolować operatorów – powiedział Dziennikowi Gazecie Prawnej Piotr Dziubak (rzecznik UKE). Pomysł karania pocztowych kapitalistów jest na etapie konsultacji międzyresortowych jednak już wiadomo, że idea walki z imperialistyczną blaszką / tekturką spodobała się Ministerstwu Infrastruktury (na czele: Cezary Grabarczyk z lyberalnej PO)

Pasożytnicze postulaty wspomnianych pracowników szpitali nie zdziwiły naszych Czytelników – prawie każdy (w tym lekarze) chcą ugrać coś dla siebie w państwie, którego socjalny model do cwaniactwa zachęca. W tym kontekście nie dziwi również rzeczona skłonność Poczty Polskiej do wykalkulowanego pasożytowania. Powyższe przykłady pokazują, jak ważne jest systemowe okiełznanie PRAWA w duchu konserwatywnego liberalizmu. Zwolennikom „rozmiękczenia postulatów wolnorynkowych” warto również przypomnieć słowa Stanisława Michalkiewicza: „Liberalizm jest systemem integralnym (…) dlatego albo można realizować go w całości, albo wcale” a „rozwiązania fragmentaryczne przyniosłyby więcej szkody niż pożytku”. To dlatego taki nacisk kładziemy na „jednoczesność zmian stosunków własnościowych w państwie, a więc prywatyzacji sektora publicznego, obniżenia podatków i zmiany systemu podatkowego oraz likwidacji interwencjonizmu państwowego (…) demontażem aparatu biurokratycznego” (por. „Dobry ‘zły’ liberalizm”).

Źródło: Piotr Zak – nczas.com

Sklepowy kredyt: przysługa czy kłopot?

sierpień 27th, 2010

Sklepowy kredyt: przysługa czy kłopot? Wpisano:27.08.2010 r.

Sprzedaż “na zeszyt” to powszechna praktyka handlowa, szczególnie w niewielkich miejscowościach lub wśród dobrze znających się osiedlowych społeczności. Udzielając klientom kredytu właściciele ryzykują jednak więcej niż tylko niespłacony dług – fiskus może nałożyć na nich mandat nawet do 2600 zł.
Sklepowy zeszyt to archaiczna forma karty kredytowej. Jest nawet korzystniejsza od plastikowego pieniądza – zwykle nie nalicza się odsetek, a transakcja nie wymaga przedstawienia żadnych dokumentów. Z drugiej strony, zakupów “na krechę” nie zrobimy w pierwszym lepszym sklepie. Na ten przywilej trzeba sobie zasłużyć – jak w banku liczy się wiarygodność klienta.

Kup teraz, płac później

Najczęściej instytucja zeszytu funkcjonuje na wsiach, w miasteczkach lub na osiedlach. W małych społecznościach prawdopodobieństwo, że klient nie zwróci sklepikarzowi należności jest znikome. Dlatego właściciele sklepów bez przeszkód zapisują długi przy nazwiskach i wydają towar. – “Na zeszyt” sprzedaję wszystkie artykuły, papierosy i alkohol też. Pilnuje tylko, aby rachunek nie był zbyt duży. Choć jeśli wiem, że ktoś szybko oddaje, to nawet i za stówę na kredyt może u mnie kupić. Przeważnie rachunki są spłacanie nie dłużej niż po tygodniu – powiedziałam właścicielka sklepiku w podwarszawskiej miejscowości.

Przedsiębiorca nie ma jednak, żadnej gwarancji, ani prawnej możliwości egzekwowania spłaty długu. – Obcy to nawet nie zapytają, czy mogą zapłacić później. Resztę znam od lat. Jeszcze się zdarzyło, żeby ktoś nie zapłacił. Czasem tylko zwlekają. Tu się wszyscy znają i głupio przyznać przed sąsiadami, rodziną, że ma się długi w sklepie – podsumowała pani Anna.

Sąsiedzki system lojalnościowy

Ze sprzedaży “na zeszyt” właściciel sklepu nie ma właściwie żadnej korzyści, a raczej kłopoty ze względu na manko w kasie. Kredytowanie klientów rozpoczyna łańcuszek pożyczek. Sklepikarz musi robić zaopatrzenie z własnych oszczędności, albo u hurtownika, czy dostawcy prosić o odroczenie płatności. Obie strony zarabiają dopiero wtedy, kiedy ostateczny nabywca towaru przyniesie do sklepu pieniądze. Płynność finansowa przedsiębiorców może być przez to zachwiana.

Takie przysługi są jednak traktowane jako narzędzie pomagające zatrzymać przy sobie klientów. Smallbiznesowy odpowiednik systemów lojalnościowych oferowanych przez sprzedawców korporacyjnych lub, wspomnianej już, karty kredytowej. Przy dobrych obrotach handlowych i kontroli limitów zadłużenia poszczególnych osób drobnym przedsiębiorcom podobne praktyki nie grożą bankructwem.

W kasie zgadzać się musi

Wydawanie towaru bez uiszczenia płatności może być jednak kłopotliwe ze względów podatkowych. Bez względu kiedy klient reguluje rachunek, z chwilą otrzymania zamówienia powinien otrzymać rachunek. Ten z kolei można wystawić dopiero po wprowadzeniu transakcji do kasy fiskalnej. Sprzedaż z pominięciem rejestracji jest przestępstwem skarbowym lub, gdy czyn był mniejszej wagi, wykroczeniem. Grozi za to grzywna, maksymalnej wysokości przekraczającej 2600 zł.

Jeśli właściciel sklepu wydane za darmo artykuły “wbije na kasę”, pojawia się obowiązek podatkowy. Czyli nawet bez realnego dochodu, przedsiębiorca musi zapłacić podatek. Dodatkowo, po wydaniu paragonu trudno formalnie udowodnić nieuczciwemu klientowi, że nie uregulował płatności. Bez wystawienia pokwitowania zresztą też.

Zatem, jak widać, sprzedaż “na zeszyt” obarczona jest pewnym ryzykiem, ale także w handlu wzajemne zaufanie jest cenniejsze niż wysokość rachunku.

Źródło:wp.pl

REWOLUCJI W EMERYTURACH NIE BĘDZIE

sierpień 25th, 2010

REWOLUCJI W EMERYTURACH NIE BĘDZIE Wpisano:25.08.2010 r.

Nie stać nas na rewolucyjne zmiany systemu
emerytalnego, a OFE muszą zwiększyć swoją efektywność – uważa premier.

Podczas środowego spotkania z szefami OFE Donald Tusk mówił m.in. o kontrowersjach dotyczących sposobu działania Funduszy. Jak stwierdził, “nie pojawiłyby się krytyczne oceny tego funkcjonowania i nie pojawiłyby się alternatywne koncepcje – alternatywne dla dzisiejszego stanu rzeczy – a więc koncepcje budowy nowego systemu emerytalnego, gdyby działania instytucji takich jak OFE i PTE dawały pełną satysfakcję
, czyli były oceniane jako optymalne”.

Premier podkreślił, że bezpieczeństwo funkcjonowania OFE musi się przełożyć na poczucie bezpieczeństwa i satysfakcję finansową ich klientów w większym stopniu niż do tej pory. Zwrócił też uwagę, że OFE koncentrują zbyt wiele uwagi na tym, by osiągać dobre wyniki finansowe dla instytucji, a za mało jest w tym “realnej konkurencji” – wydatki OFE związane z akwizycją “nie są uzasadnione z punktu widzenia interesu społecznego”.

Polski nie stać na rewolucyjne zmiany systemu emerytalnego, to jednak może do tego dojść, jeśli OFE nie zwiększą swojej efektywności – stwierdził Donald Tusk. Zdaniem premiera, z punktu widzenia emerytów lepsze jest bowiem reformowanie obecnego systemu niż budowa nowego.

Źródło:ks(niezalezna.pl)/ pb.pl

Rząd nie zdąży z przygotowaniami

sierpień 23rd, 2010

Rząd nie zdąży z przygotowaniami Wpisano:23.08.2010 r.

Polski rząd nie zrealizuje ponad połowy inwestycji przygotowywanych w związku z Mistrzostwami Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Możliwe, że do pierwszego gwizdka gotowe będą tylko polskie stadiony.

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że prawie połowa kontrolowanych inwestycji związanych z Euro 2012 nie jest realizowana w terminie. Izba skontrolowała, jak na mistrzostwa przygotowują się ministerstwa, miasta-gospodarze, jak działa spółka PL.2012 oraz inne podmioty prowadzące przygotowania do mistrzostw. Kontrolerzy przebadali także budowy związane z rozgrywkami, m.in. budowę i przebudowę stadionów, lotnisk, dróg i transportu kolejowego.

Wyniki kontroli NIK uznał za niepokojące. Zdaniem kontrolerów stwierdzono liczne nieprawidłowości, które mogą zakłócić organizację mistrzostw w naszym kraju. Najgorzej wygląda sytuacja związana z drogami, lotniskami oraz koleją. Termin oddania 28 proc. inwestycji już został przesunięty na czas po rozpoczęciu mistrzostw. Kolejne 40 proc. wisi na włosku, ponieważ ich oddanie do użytku przesunięto na styczeń-maj 2012 roku. Każde kolejne, nawet minimalne, opóźnienie oznacza więc, że i one nie będą gotowe przed Euro.

NIK zwrócił również uwagę na złe funkcjonowanie spółki PL.2012, która koordynuje przygotowania do mistrzostw. Wydatki firmy rosną lawinowo, na jej jednego szeregowego pracownika przypada jeden kierownik, firma wydaje ogromne sumy na niepotrzebne usługi i zleca innym podmiotom prace, które sama mogłaby wykonać.

Spółka również nie wywiązała się z nałożonych na nią zobowiązań. Do zakończenia kontroli nie utworzono m.in. Centrum Informacji Spółki, regionalnego systemu informacji i monitoringu w miastach-gospodarzach, nie rozpoczęto realizacji projektu Ambasador EURO. Zdaniem kontrolerów PL.2012 łamie standardy związane z tworzeniem i obiegiem dokumentów.

- Stwierdzone opóźnienia w przygotowaniach do organizacji EURO 2012 są możliwe do nadrobienia pod warunkiem przestrzegania przyjętych terminów oraz zapewnienia źródeł finansowania – stwierdza w raporcie końcowym NIK. Izba zaapelowała do ministra sportu, by opracował i przedłożył Radzie Ministrów dokładny program przygotowań, który obejmowałby całość przedsięwzięć EURO 2012.

NIK już w 2008 roku zwracał uwagę, że brakuje całościowego planu przygotowań do organizacji EURO 2012, który uwzględniałby nie tylko inwestycje stadionowe, ale i pozostałe przedsięwzięcia. Obecna kontrola wykazała, że taki plan wciąż nie istnieje. Izba zwróciła także uwagę, że nie ma również pomysłu na wykorzystanie stadionów po zakończeniu mistrzostw.

Źródło:żar(fronda.pl)/Nik.gov.pl

WZROST PKB O PONAD 3 PROC.

sierpień 22nd, 2010

WZROST PKB O PONAD 3 PROC. Wpisano: 22.08.2010 r.

Ministerstwo Finansów szacuje, że w drugim kwartale 2010 r. polskie PKB urosło o 3,1-3,2 proc.

Taką informację przekazał w piątek w radiu TOK FM wiceminister finansów Ludwik Kotecki. Jego zdaniem, wzrost PKB w trzecim kwartale może być podobny.

W ocenie Koteckiego, aby relacja długu publicznego do PKB w przyszłym roku przekroczyła próg ostrożnościowy na poziomie 55 proc., wzrost gospodarczy musiałby być niższy o 1 pkt proc. od przewidywanego w wysokości 3,5 proc. Według wiceministra, prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest jednak niewielkie, bo wzrost PKB będzie raczej “wyższy niż niższy”.

autor:ks(niezalezna.pl)/źródło: pb.pl